Szkoła Podstawowa nr 7
im. Leona Kruczkowskiego w Olsztynie

Niepodległość

Dzwonki

  1. 7:30 – 8:15
  2. 8:20 – 9:05
  3. 9:15 – 10:00
  4. 10:10 – 10:55
  5. 11:05 – 11:50
  6. 12:05 – 12:50
  7. 13:05 – 13:50
  8. 14:00 – 14:45
  9. 14:50 – 15:35
  10. 15:40 – 16:25
SZKOŁA PRZYJAZNA OSOBOM NIEWIDOMYM
stat4u

Wyruszamy w poszukiwaniu bajek

Dodano 06 Paź,2016 przez Dorota Ankiewicz
Liczba wyświetleń: 153

Koniec września. Znowu się spotkaliśmy. Tym razem za pomocą bajkowego kompasu odkrywaliśmy najciekawsze, najdziwniejsze, najbardziej niesamowite miejsca w naszej okolicy.

Wyruszyliśmy spod szkoły, ale będąc jeszcze na szkolnym podwórku napotkaliśmy niewidzialne drzwi, przez które udało nam się przejść. W środku trafiliśmy na zupełnie żółtego psa. Zupełnie żółty pies, był bardzo zadowolony. Skakał do góry na wszystkich czterech łapach jednocześnie i merdał przy tym włochatym ogonem. Tym ogonem wskazał nam drogę do przejścia szeleszczących liści. Przejście, mimo że starannie ukryte przed niepowołanym wzrokiem, nie dało długo na siebie czekać. Szeleściło tak głośno, że już z daleka słyszeliśmy coś w rodzaju gwaru i skierowaliśmy się w tamtą stronę. Próbowaliśmy zrozumieć o czym szeleszczą czerwone liście, ale ponieważ szeleściły wszystkie na raz zupełnie nie można było zorientować się o co im chodzi. Kompas wskazał nam dalszą drogę i tym sposobem trafiliśmy do jeziora szpiegów. Zaraz obok rosły magiczne czerwone owoce, na które należało bardzo uważać oraz krzew kryształowych liści o niezbadanych jak dotąd właściwościach. Myślę, że to właśnie przez ten krzew wszystkie dzieci mówiły bardzo, bardzo głośno. Spacerując więc od jednego krzewu do drugiego, trafiliśmy na jeden z mostów prowadzący na drugi brzeg. Przejście przez niego nie było wcale łatwe. Most opierał się trochę naszym krokom i nie pozwalał dobrnąć do końca. Trzeba było w końcu zabębnić pięć razy na balustradzie oraz odtańczyć dziki taniec. Dzięki tym zabiegom most złagodniał i przepuścił nas wszystkich. Drugi brzeg był bardzo przyjaźnie nastawiony. Cały porośnięty bajkowym lasem, zdawało się nie szykuje żadnej niespodzianki. Jednak to były tylko pozory. Zaczęło się od przedziwnych odgłosów dobiegających dosłownie ze wszystkich stron. Stanęliśmy na chwilę nasłuchując, ale przedziwne odgłosy nie ustawały. Ruszyliśmy przed siebie wszyscy razem i nawet przez chwilę nikt nie zeskakiwał ze ścieżki na niezbadane strony świata. Wtedy, dosłownie parę kroków przed nami, zobaczyliśmy ciągle zmniejszające się wrota, przez które trzeba było jakoś się przedostać. Nauczeni doświadczeniem z innych bajek postanowiliśmy zjeść po zmniejszającym cukierku. Zupełnie już malutcy sprawnie przedostaliśmy się na drugą stronę. Niektórzy, ci bardziej dorośli, obawiali się wielkiej niewiadomej czyhającej na ścieżce. I słusznie, bo to była ścieżka wygibasów i dziwnych kroków, która zmuszała nas do pójścia w określoną stronę, do ciągłego zbaczania w nieznanym kierunku, niechodzenia parami i wzajemnie sobie przeszkadzania. Potem zaczęła się kraina biegów, skoków i krzyków – wszyscy naraz. Od tego wszystkiego głowy zrobiły nam się dużo większe niż normalnie i na dodatek ciągle rosły. Trzeba było to jakoś przerwać, tym bardziej, że bajkowy kompas wyraźnie wskazywał wielki powrót! Wobec tego stanęliśmy parami, a każdy wymienił jedną cyfrę, która jako tako sprowadziła go na ziemię. Ruszyliśmy bardzo szybkim marszem żeby zdążyć na godzinę, która jak zwykle zbliżała się właśnie wielkimi krokami!

Agata Grzegorczyk-Wosiek