Szkoła Podstawowa nr 7
im. Leona Kruczkowskiego w Olsztynie

Niepodległość

Dzwonki

  1. 7:30 – 8:15
  2. 8:20 – 9:05
  3. 9:15 – 10:00
  4. 10:10 – 10:55
  5. 11:05 – 11:50
  6. 12:05 – 12:50
  7. 13:05 – 13:50
  8. 14:00 – 14:45
  9. 14:50 – 15:35
  10. 15:40 – 16:25
SZKOŁA PRZYJAZNA OSOBOM NIEWIDOMYM
stat4u

Czy bajkę da się narysować?

Dodano 13 Paź,2016 przez Dorota Ankiewicz
Liczba wyświetleń: 153

Pierwszy październikowy piątek okazał się bardzo senny i bardzo deszczowy. Od samego rana przez okna i przez drzwi widać było tylko deszcz, słychać było tylko deszcz i czuć było tylko deszcz. Na ulicy i na chodniku błyszczały ogromne kałuże, a każdy kto wchodził z podwórka zostawiał wielkie, mokre ślady. W szkolnej szatni wisiały setki mokrych kurtek i stały rzędy mokrych butów. No i jeszcze w dodatku wszyscy snuli się po szkole niemrawo, przeraźliwie przy tym ziewając.

– Czemu tak przeraźliwie ziewacie? – Pytały słusznie zaniepokojone Panie Nauczycielki.

– Ziewamy przeraźliwie, bo to jest senny piątek. – Odpowiadały dzieci ziewając jeszcze bardziej przeraźliwie niż przed chwilą.

Kiedy nadszedł czas na nasze spotkanie, w sali numer czternaście było tak samo sennie jak wszędzie, a przeraźliwe ziewanie wyłaziło z każdego kąta. Z jednego ciasnego, tego schowanego za szafą, trochę ziewania wylazło nawet na sam środek sali i tak się rozziewało, że aż wszyscy patrzyliśmy zdziwieni.

– Natychmiast trzeba przegonić to wstrętne, przeraźliwe ziewanie! – Pomyślałam i zaczęłam machać rękami, bo nic innego nie przyszło mi do głowy. Jednak ziewanie nie ustąpiło, tylko przeraźliwiej jeszcze zaczęło ziewać i rozłazić się we wszystkich kierunkach.

– Absolutnie nie możesz siedzieć na samym środku Sali! Tu jest miejsce na nasz bajkowy stolik.

Zawołałam i szybko ustawiłam stolik właśnie w tym miejscu. Na stoliku ułożyłam całą masę kolorowych kredek i flamastrów, stempelków i dziurkaczy, naklejek, kolorowych papierów i tęczowych taśm. Ziewanie jakby zelżało, a my w tym czasie zaczęliśmy szybko kolorować mapę bajkowych miejsc. Kolorowy pociąg gwiżdżąc przeraźliwie odjechał ze stacji a atramentowe jezioro falując pofarbowało na niebiesko wszystkie swoje brzegi. Z atramentowego jeziora wyrosły atramentowe trzciny, które szumiały bardzo dziwne melodie. Zdaje się, że ziewanie nie przepada za kolorami, bo na powrót pochowało się po kątach i wcale już nie było takie przeraźliwe jak na początku. Skoro więc udało nam się pokolorować mapę bajkowych miejsc, zaczęliśmy robić zielone kleksy. Kleksy, jak to kleksy rozlewały się po kartkach przybierając rozmaite kształty. Rozmaitość kształtów była tak duża, że aż człowiek nie mógł się nadziwić. Jeden kleks rozlał się w krowę z ogromnymi oczami a inny w pająka z tysiącem odnóży. Były jeszcze kleksy, które wyglądały jak duchy i kleksy z otwartą „gębą”, bo niektóre kartki nie mogły już wytrzymać tego „kleksowania”. Trochę brudni zrobiliśmy sobie słodką przerwę na cukierka i mogliśmy się zabrać do rysowania liścio-obrazów. Mieliśmy liścio-dziewczynki i liścio-łobuzy, liścio-potwory, liścio-smoki, liścio-duchy, liścio-motyle i jeszcze całe mnóstwo liściowych niespodzianek. Liściowanie odbywało się w najlepsze, kiedy godzina zakończenia (wraz z rodzicami) , jak zwykle wielkim krokami, zbliżyła się do sali numer czternaście… . Przeraźliwego ziewania nie było już ani widać ani słychać a deszcz, który przecież od rana padał za oknem wcale nie przestał padać tylko nagle zrobił się mniej mokry a za to bardziej kolorowy!

Agata Grzegorczyk-Wosiek