Szkoła Podstawowa nr 7
im. Leona Kruczkowskiego w Olsztynie

Niepodległość

Dzwonki

  1. 7:30 – 8:15
  2. 8:20 – 9:05
  3. 9:15 – 10:00
  4. 10:10 – 10:55
  5. 11:05 – 11:50
  6. 12:05 – 12:50
  7. 13:05 – 13:50
  8. 14:00 – 14:45
  9. 14:50 – 15:35
  10. 15:40 – 16:25
SZKOŁA PRZYJAZNA OSOBOM NIEWIDOMYM
stat4u

Całe miasto pełne bajek

Dodano 09 Lis,2016 przez Dorota Ankiewicz
Liczba wyświetleń: 179

Siedzieliśmy sobie właśnie najspokojniej w świecie na zielonym dywanie w Sali numer czternaście i rozmawialiśmy o naszych spacerach w różne miejsca. Mieliśmy zamiar przeczytać parę bajek, które udało nam się znaleźć poprzednim razem, a które jeszcze ciągle pozwijane w rulony leżały między nami kulając się to tu to tam. Złapałam jedną z nich za mocno wygięty róg i pociągnęłam do góry. Jednak rulon zrolował się jeszcze bardziej i potoczył w zupełnie inną stronę. Spróbowałam złapać inną, ale ta z kolei, nie wiedzieć czemu, rozprostowała się całkowicie i przywarła do zielonego dywanu, tak, że nie można było jej ruszyć. Zrezygnowana popatrzyłam się dookoła, ale dzieci zajęte sprzeczką o to, kto na spacerze znalazł bajkę o żabie, zdaje się niczego nie zauważyły. W związku z tym jeszcze raz wyciągnęłam rękę i wtedy dało się słyszeć lekkie pstryknięcie. Coś jakby przełączenie włącznika prądu. Wszyscy podnieśliśmy głowy a światło, które do tej pory świeciło się bez zakłóceń zaczęło mrugać niespokojnie. Przez jakąś chwilę pstrykało i mrugało, mrugało i pstrykało na zmianę, aż w końcu zgasło całkowicie i Sala numer czternaście pogrążyła się w mroku.

– Ach, ten pstryczek, elektryczek!

Powiedziałam wstając, ale usiadłam z powrotem, bo z daleka dało się słyszeć stukot kół i dźwięk tramwajowego dzwonka. Wszyscy odsunęliśmy się trochę do tyłu i patrzyliśmy niepewnie jak na przystanku, który pojawił się nagle i niespodziewanie, zaraz obok tablicy do pisania, zatrzymuje się spory wagon. Co się dzieje? – Zapytały dzieci, ale szum, świst i chichot uniemożliwiły odpowiedź. Bajkowe rulony kulając się, rolując i przepychając wskakiwały kolejno przez otwarte drzwi wagonu.

– Śmieszne bardzo są zwyczaje, w mieście bajek, w mieście bajek!

Powiedziała któraś z nich wychylając się przez otwarte okno.

– Bajki chodzą po ulicach, czasem dokądś mkną tramwajem.

Powiedziała druga i znowu zadzwonił tramwajowy dzwonek.

W sali, zaległa cisza. Na dywanie, na szkolnych szafkach i w ogóle na wszystkim, nawet na dzieciach, które przez krótką chwilę nie mówiły ani słowa. Wstałam, żeby podejść jednak do włącznika, ale przez drzwi wszedł nagle starszy pan w białym płaszczu z laską i muszlą w ręku.

– Czy jakoś możemy Panu pomóc? – Zapytałam niepewnie.

Ależ nie, szanowna Pani, ja się właśnie wybieram do Compostelli, zdaje się, że stąd będę mógł kawałek podjechać tramwajem.

– Odpowiedział spokojnie i również wsiadł do tramwaju.

Zamknęłam oczy zmęczona trochę tym wszystkim gdy poczułam lekki powiew wiatru i z góry sfrunęła ogromna postać w pelerynie z dzbankiem mleka w ręku.

– Komu jeszcze mleka?

– Mleka? – Zapytaliśmy wszyscy naraz.

– Mleka. Z mlecznej drogi. Jeszcze trochę zostało. – Powiedziała postać w pelerynie nalewając każdemu do plastikowego kubka przyszykowanego na przyjęcie.

– Częstujcie się. – Zachęcił i skierował się w stronę tramwaju. – Muszę wracać na swoją ławkę pod zamkiem, a tramwaj zdaje się w tamtą stronę.

Potem jeszcze przyleciała Baba Pruska kompletnie potargana, Żaba Parkowa, która ciągle nie znalazła księcia, Wysoka Brama z babeczką w ręku, Trzy Miejskie Wieże, Jasio-bałwan i już nie wiem kto jeszcze. Wszyscy wsiedli do tramwaju i dało się słyszeć dzwonek oznajmiający odjazd.

Odsuńcie się! – Zawołałam z obawy, bo jednak nie było wiadomo, którędy ten tramwaj zamierza przejechać.

Siedząc wciśnięci w kąt sali patrzyliśmy na ten odjazd ze zdumieniem, kiedy na ścianę naprzeciw okna wskoczył cień i przesuwał się powoli po całej jej długości.

– Przepraszam bardzo, ale może już starczy na dzisiaj tego

przedstawienia? – Zapytałam groźnie, ale nikt mnie nie słuchał.

– Chcę być zającem! – Zawołał pierwszy cień skacząc to tu, to tam.

– Tego już na prawdę za wiele! – Zawołałam trochę zagniewana i ruszyłam żeby zapalić światło, ale dzieci ciekawe co będzie dalej przytrzymały mnie za nogę.

– Chcę być pięknym łabędziem. – Powiedział dostojnie drugi sunąc powolnie i majestatycznie wyciągając szyję.

– Urządzamy przyjęcie? – Zapiszczały małe, drobne cienie trochę podobne do chochlików.

– Urządzamy! – Zgodziliśmy się wszyscy! I tak właśnie zaczęło się nasze przyjęcie pożegnalne ale o tym następnym razem!

Agata Grzegorczyk-Wosiek